AktualnościGaming

24.09.2018, Adam "WhiskeR" Marciniak

Zabójca PUBG? - CoD:BO4 BLACKOUT

Rynek tytułów z gatunku Battle Royale wydawał się już powoli nasycać. Powstały gry, które osiągnęły milionowe sukcesy i są one znane wielu ludziom (PLAYERUNKNOWN'S BATTLEGROUNDS, Fortnite) oraz te, którym nie udało się zagrzać miejsca w sercach graczy na dłużej (Realm Royale, Escape From Tarkov). W której kategorii zapisze się tryb Blackout, który ujrzymy w najnowszej odsłonie gry z serii Call of Duty? Jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie nie da się na ten moment udzielić, jednakże na temat gry można wysnuć kilka prawdopodobnych spekulacji.


Czy PUBG ma się czego obawiać?

Największą cechą różniącą Blackout od innych tytułów z gatunku Battle Royale jest fakt, iż on sam jest jedynie częścią większej produkcji, a nie głównym elementem trafiającej na półki gry. W przypadku Fortnite'a tryb BR przewyższył kilkukrotnie popularnością jego "główny" człon jakim jest Save the World. Ciężko porównać obie produkcje z racji tego, iż Ratowanie Świata nastawione jest na coop-ową rozgrywkę typu Player versus Enemy. W przypadku Call of Duty jest to oczywiście znane i lubiane wszystkim fanom serii PvP z kilkoma trybami rozgrywki.

Produkcję firmy Activision najłatwiej przyrównać będzie do PLAYERUNKNOWN'S BATTLEGROUNDS z kilku względów. Obie gry stawiają na realistyczną oprawę wizualną oraz reprezentują mniej arcade'owy styl rozgrywki niż chociażby Fortnite czy Realm Royale. Jednakże która produkcja jest lepsza? Która z nich dostarcza więcej emocji oraz satysfakcji z wygranej? To zależy od tego, czego oczekujecie!

W Blackout możemy wcielić się w postacie znane z innych odsłon serii Call of Duty

Sam nigdy nie byłem ogromnym fanem serii Call of Duty i wiele części zwyczajnie pominąłem. Od Call of Duty: WWII odbiłem się najmocniej, gdyż oprócz trybu zombie oraz dość nudnawej kampanii nie miała ona mi nic ciekawego do zaoferowania. Z racji wcześniejszych doświadczeń podszedłem do Black Ops 4 z dozą ostrożności i była to bardzo dobra decyzja. Jednakże na potrzeby artykułu skupię się w głównej mierze na trybie Blackout.

W otwartej becie zaoferował on graczom dwie możliwości rozgrywki - standardowy tryb Battle Royale oraz jego wariację pozwalającą wyłącznie na używanie broni do bliskiego kontaktu (SMG, pistolety itp.). Grać mogliśmy solo, w duecie oraz w trzy- i czteroosobowych drużynach. Samo lobby sprawiało wiele problemów i zdarzały się sytuacje, iż osoby z naszej drużyny musiały po kolei wychodzić i nawzajem się zapraszać aż udało się zebrać wszystkich w jednym pokoju. Gra potrafiła także wyrzucić nas z rozgrywki w losowym momencie, a samo przygotowanie do meczu trwało nad wyraz długo (czasem w granicach 5 - 10 minut). Ciężko oceniać finalny produkt po błędach, które mogą nie wyjść nigdy poza betę. Samych usterek było jednakże nad wyraz dużo jak na grę, która swoją premierę ma za niecały miesiąc.

Jeśli chodzi o samą rozgrywkę to jest ona bardzo dynamiczna i bardzo łatwo zginąć pod ostrzałem broni wypluwających z siebie tony naboi na sekundę. Sam "gunplay" wydaje mi się zbyt wiernie przeniesiony z głównego członu gry i nie jest on optymalny dla w teorii "wolniejszej" rozgrywki Battle Royale. Miałem wrażenie, iż w potyczkach z przeciwnikiem o wyniku decyduje nie to kto zaskoczy lub taktycznie podejdzie swojego rywala jak ma to miejsce w PUBG, a raczej to kto szybciej potrafi machać celownikiem i opanować odrzut swojej broni.

Ciekawym dodatkiem są "perki", czyli umiejętności znajdowane na ziemi obok broni oraz amunicji. Pozwalają one na określony czas obdarzyć naszą postać bonusami, które znacznie ułatwią konfrontację z przeciwnikiem. Jest to chociażby możliwość dłuższego wstrzymania oddechu przy celowaniu z karabinu snajperskiego, cichsze poruszanie się, szybsze leczenie oraz wiele więcej.

Blackout zawiera wiele miejscówek znanych z innych odsłon serii - chociażby kultowe Nuketown

Przyznać muszę szczerze, iż zwycięstwo w trybie Blackout nie sprawiło mi takiej przyjemności oraz nie dało takiej satysfakcji jaką odczuwam w innych tytułach z gatunku Battle Royale. Końcówka gry w zależności od ilości graczy waha się pomiędzy szybkim kill-streakiem na koniec rozgrywki a długim i chaotycznym bieganiem po równinie w obawie przed wrogim snajperem. Gra toczy się zbyt szybko aby w pełni docenić swój wyczyn. Wygrana opiera się w mniejszym stopniu na taktyce i przemyślanej rozgrywce, a więcej na samej umiejętności strzelania oraz refleksie.

Tak jak mówiłem na początku - fani CoDa na pewno odnajdą się w trybie stworzonym w dużym stopniu "pod nich". Wyuczona mechanika strzelania, poruszania się oraz odruchy wyrobione przez wiele lat obcowania z serią na pewno nie odejdą do lamusa. Jeśli chodzi jednakże o fanów dotychczasowego podejścia do gatunku Battle Royale to wątpię aby zostali przy tym trybie na dłużej. Z ostatecznym osądem wstrzymam się jednakże do oficjalnej premiery.

Chcesz więcej?
Zostaw lajka!