GamingFelietony

28.10.2018, Adam "WhiskeR" Marciniak

Dune 2000, czyli mój pierwszy RTS

Rok 1999, ostatni pokój w mieszkaniu moich dziadków. W środku zgaszone światła, a jedynym jego źródłem błyskający co jakiś czas monitor komputera. Bez uprzedzenia otwieram drzwi z zamiarem zaproszenia na kolację schowanego w swym królestwie wujka (ambitne zadanie jak na czterolatka). Nie zauważył, iż zaburzyłem ciszę delikatnym skrzypieniem otwartych przeze mnie wrót. Postanowiłem, że wpierw zobaczę cóż tak mocno zajęło jego uwagę. Wtedy właśnie ujrzałem jedną z pierwszych gier w swoim życiu – Dune 2000.

Myślicie, że wybór startera w grze Pokémon był najtrudniejszą decyzją waszego życia? Nie dla mnie…

 

Dune 2000 to gra z gatunku Real-Time Strategy wydana 30 września 1998 roku przez nieistniejące już Westwood Studios. W roku 2003 zostało ono zamknięte po wcześniejszym wykupieniu przez Electronic Arts. Jakby nie patrzeć, grę poznałem niespełna rok po europejskiej premierze, co w czasach giełd komputerowych i „powszechnie” dostępnego oprogramowania z zachodu było nie lada gratką. Zasady owej produkcji są mało skomplikowane, a przynajmniej tak mi się wydaje biorąc pod uwagę fakt, iż w wieku sześciu lat przeszedłem grę w 100%.

W „djunie” wcielamy się w postać bezimiennego komandora, którego pierwszym zadaniem jest wybór jednego z trzech potężnych Domów, którego to armie poprowadzi do zwycięstwa. Są to kolejno – Atreides, Ordos oraz Harkonnen. Naszym zadaniem jest przejąć pełną kontrolę nad pustynną planetą Arrakis. Pomyślicie pewnie, że owa opustoszała planeta jest kiepskim powodem do walki między trzema Domami. Jednakże Imperator Corrino ogłasza, iż to właśnie ta planeta jest głównym źródłem Melanżu (ang. Spice), a Dom który zbierze jej najwięcej, otrzyma prawo do kontroli zasobów owej przyprawy na całej planecie.

Tak zaczyna się większość misji w Dune 2000 – kilka jednostek, pojazd umożliwiający budowę bazy oraz brak jakiejkolwiek wizji na mapie

 

„Ale po co komu ta cała przyprawa? Robią kotlety czy walczą o życie?” – na pewno zapytacie. Otóż dla niezaznajomionych z twórczością Franka Herberta wyjaśniam, iż melanż to swego rodzaju narkotyk, który potrafi przedłużyć życie. Pozwala on także rozwinąć umiejętności przekraczające możliwości zwykłego człowieka, takie jak na przykład spoglądanie w przyszłość. Widzicie więc, że stawka jest wysoka. Na naszych barkach spoczywa przyszłość Domu, który na początku gry dane nam było wybrać. W Dune 2000 Melanż został sprowadzony do roli środka finansowego, który pozwala nam budować pojazdy oraz budynki, a także trenować jednostki. Pozyskiwany jest przez Żniwiarki (ang. Harvester), które przemierzają bezkresne połacie planety w poszukiwaniu życiodajnej przyprawy.

Jednakże wrogie Domy to niejedyne nasze zmartwienie. Dopóki pozostajemy na solidnym gruncie, nie musimy się obawiać niebezpieczeństw czyhających na nas w piaskach Arrakis. Najgroźniejszym z nich są pustynne Czerwie, które są w stanie bez problemu pożreć nasze Żniwiarki oraz czołgi. Gdy pojawi się on na mapie, dostajemy stosowny komunikat głosowy, a na piasku pojawiają się elektryczne wyładowania w miejscu, gdzie owy delikwent aktualnie przebywa.

To właśnie te stworzenia będziecie przeklinać, gdy stracicie z ich winy kolejną Żniwiarkę pełną Melanżu - LINK

 

W Dune 2000 gram po dziś dzień. Co jakiś czas łapie mnie wena na wspominki i odpalam grę z wiernej płyty CD (notabene dokładnie tej samej co w roku ’99). A co przyciągnęło mnie do tej gry tak mocno, iż nie mogę o niej zapomnieć po dziś dzień? Nie tylko wciągający gameplay oraz zmyślna fabuła, ale i wyśmienita ścieżka dźwiękowa stworzona przez samego Franka Klepackiego. Z resztą, posłuchajcie sami:

 

Chcesz więcej?
Zostaw lajka!